Biegłem przed siebie z uśmiechem na pysku. Udało się. Jestem tu, w materialnym świecie. Nikt już nie ma na mnie wpływu. Jestem wolny, wolny! Czułem jak wiatr mierzwi mi sierść. Z uwielbieniem spojrzałem w niebo. Zobaczyłem je. Ich ogromne, białe skrzydła trzepotały i ze świstem cięły powietrze. Namierzyły mnie i skręciły w bok, aby po chwili runąć w moją stronę. Ogarnęła mnie panika. Nie poddam sie, nie wrócę tam! Kątem oka zauważyłem miasto. No jasne. Może tam je zgubie. Przyśpieszyłem, czułem jak moje masywne łapy uderzają o ziemie. Powinienem oszczędzać energie, nie mam jej dużo. W tej sytuacji było to niemożliwe. Byłem coraz bliżej podniszczonych budynków. Ponownie uniosłem pysk ku niebu. Anioły, białe bestie nikły za chmurami. Byłem od nich szybszy, silniejszy, wytrzymalszy. Ale potępiony. I sam. Nie zastanawiałem się czy miasto jest opustoszałe, czy nie. Miałem gdzieś to, czy ludzie mnie zobaczą. Zwolniłem i minąłem kilka budynków. Cisza. Rozejrzałem się. Nieznany mi ptak usiadł na jednym z parapetów i zaćwierkał. Popatrzył na mnie przekręcając łebek. Prychnąłem. Nie mam czasu na bzdury. Musze się dowiedzieć skąd brać energie na pozostanie w tym innym świecie. Tylko ciekawe, od kogo. Szedłem dalej, wdychając obce zapachy. Moje uszy nie wyławiały niepokojących dźwięków. Być może przyjście tutaj było błędem? Nie, nie! Wole paść z głodu, braku sił, niż siedzieć tam zniewolony, niczym domowy zwierzak. Nikt nie będzie mówił, co mam robić! Stanąłem na chwile, żeby odpocząć. Nie sądziłem, ze energia tak szybko się wyczerpuje. Trzask! W ułamku sekundy moje oczy zlokalizowały źródło dźwięku. Mały kociak wyczołgał się ze swojej kryjówki pod deskami. Pachniał jak.. zwierzyna, obiad, coś do jedzenia czy jak tam to sobie nazywacie. Napiąłem mięśnie. Błyskawicznie rzuciłem się na malca zaciskając kły na jego gardle. Zamiauczał kilka razy i zdechł. Położyłem go na ziemi i zjadłem, w końcu, co mi szkodzi. Oblizałem pysk. Nadal czułem ssanie w żołądku. Głęboki wdech pomógł wyczuć zapach podobnych zwierzaków, wydobywający się z dziury między deskami. Poszedłem tam i jakimś cudem wsadziłem łeb i łapy w otwór. Usłyszałem piśnięcie. Mój wyostrzony wzrok wypatrzył biało-brązowy kłębek kulący się w kącie jamki, jak najdalej ode mnie. Nie zastanawiając się chwyciłem go łapą i wywlekłem na zewnątrz. Piszczał i miauczał jakby nie wiadomo co mu się działo...heh... Jedno kłapnięcie szczęk i po sprawie. Rozejrzałem się, ale nic więcej już tu nie było. Postanowiłem pozwiedzać resztę okolic miasta. Ciekawe skąd koty miały jedzenie, skoro nikogo dotąd nie spotkałem. Wyszedłem z uliczki i ujrzałem chłopca. Miał na oko 11 lat. Popatrzył na mnie dziwnie. Gdy go mijałem, usłyszałem ciche 'pomóż mi'. Wbiłem w niego wzrok. Ja? Miałbym komukolwiek pomagać? Sam sobie nie umiem pomóc.
- Jesteś jedynym człowiekiem. Od dawna nikogo tu nie widziałem.. sam... jestem sierotą.. pomóż mi.. nie zostawiaj mnie tu... - blondyn patrzył na mnie błagalnie. Wytrzeszczyłem oczy. CZŁOWIEKIEM?! Przecież jestem wilkiem! Demonem! Podszedłem do najbliższej sklepowej wystawy. Przejrzałem się w szybie.Zmroziło mnie. wyglądałem jak mężczyzna! Krótkie, czarne włosy, bluza z kołnierzem i kapturem. Tylko te oczy.. jedno niebieskie, jakby niewidome, drugie ognisto czerwone, niczym oko diabła. Przeniosłem wzrok na chłopaka. Nie rozumiałem co sie dzieje. Jak to możliwe. Sierota.. nie pomagam nikomu. Ale mógłbym go wykorzystać.. Sam nie jestem w stanie tu przeżyć.
- Masz jakieś żarcie? - spytałem w końcu. Pokiwał głową i ruszył przed siebie. Poszedłem za nim. Nad naszymi głowami przeleciał wielki ptak. Ehe, łudźmy się dalej. Anioły, szukają mnie. Przywarłem do ściany w najbardziej zacienionym miejscu. Dzieciak popatrzył na mnie.
- Czemu nie idziesz? Mam jedzenie, chodź! - warknąłem na niego cicho żeby się zamknął. W jego oczach pojawił się strach. Ba! prawdziwe przerażenie. Chyba przesadziłem. Przyłożyłem palec do warg, i podniosłem głowę ku niebu. Poleciały, nie ma ich.
- Dobra, idziemy. - Smarkacz nadal patrzył na mnie, jakby ducha zobaczył. - Nie skrzywdzę cie, chodź. - Nic. zero reakcji. Chwyciłem go za kołnierz i przycisnąłem do ściany. - NIC CI NIE ZROBIĘ! - wrzasnąłem mu w twarz i puściłem. Uciekł krzycząc przeraźliwie. Słyszeliście kiedyś taki krzyk? Na pewno nie. Uwierzcie, bębenki by wam popękały. Nie nadaję się do wychowywania dzieciaków. Wyszedłem na kolejną ulicę. W ułamku sekundy w mojej czaszce eksplodował potworny ból. Upadłem na kolana, a po chwili wiłem się na ziemi trzymając rękami głowę. To było nie do wytrzymania. Słyszałem jęki i przytłumione krzyki. Nie brzmiały one dziecinnie. Oho. Pewno moje. Ból trochę zelżał. Leżałem nie ruszając się. Co to znowu było?! Jakbym i bez tego miał mało problemów.. Stwierdziwszy że jest w miarę dobrze podniosłem się z ziemi.I , niespodzianka. Ujrzałem białą postać z głową sokoła i ogonem węża. Amon. Znowu poczułem jakby coś wwiercało mi się w mózg. Czyjaś dłoń mnie dotknęła. Otworzyłem pysk (tak, znowu jestem sobą, a nie jakimś humanoidem) łapiąc powietrze. Obraz zaczął się zamazywać, a po chwili widziałem tylko ciemność. Straciłem przytomność.














Comments
Powinnaś częściej pisać opowiadania! D<
--
Watch albo śmierć!
Stop Killing Dogs!!! --> [link]
hm. dziękujem ^^.
--
WIĘCEJ O^O
(To znaczy że mi się podoba xD )
--
For every light there is a shadow ... for every love there is hate ... through frustration there is understanding ... despite the pain and through sadness we justify revenge ... and so we fight ... why?
--
Akumu on Chicken Smoothie :3
Dzięki xD
--
--
Akumu on Chicken Smoothie :3
Previous PageNext Page